Królewski Rajd Skandynawii rokrocznie stanowi niezwykle trudne wyzwanie dla stałych uczestników Rajdowych Mistrzostw Europy pochodzących spoza północnej części kontynentu. Do imprezy z bazą w Karlstad zgłasza się mnóstwo reprezentantów krajów nordyckich, ale również Łotyszy, czy Estończyków, którzy na tego typu szybkich, szutrowych trasach, potrafią prezentować tempo nieosiągalne dla innych. Dla stałych uczestników FIA ERC oznacza to konieczność minimalizowania strat i próbę wywiezienia ze Szwecji możliwie jak największego dorobku punktowego.
Miko Marczyk i Daniel Dymurski od samego początku rajdu jechali równym tempem, bez podejmowania zbędnego ryzyka. Mądra i rozważna jazda dała im ostatecznie 7. miejsce w klasyfikacji generalnej oraz 13 bardzo ważnych punktów do klasyfikacji całego sezonu. Warto zauważyć, że w większości zawodnicy, którzy ukończyli imprezę przed Polakami, nie są stałymi uczestnikami cyklu FIA ERC. Ta grupa bowiem miała spore problemy i wielu w ogóle nie dotarło do mety rajdu. A to oznacza, że różnice w mistrzostwach zdecydowanie się spłaszczyły i wszystko jest tutaj otwarte przed dalszą częścią kampanii 2026.
- Kończymy Królewski Rajd Skandynawii na 7. miejscu, czym wyrównujemy nasz najlepszy wynik w tej imprezie. Ten rajd przez swoją charakterystykę zawsze jest dla nas najtrudniejszym wyzwaniem w całym sezonie. Wywozimy ze Szwecji 13 punktów i zważywszy na okoliczności, doceniamy tę zdobycz. Teraz przed nami cztery asfaltowe rajdy i mamy świadomość tego, jak trzeba się do nich przygotować. Musimy nabrać większej pewności siebie i podnieść nasze tempo – powiedział na mecie rajdu Miko Marczyk.
Kolejną rundą sezonu Rajdowych Mistrzostw Europy będzie 14. Rajd Rzymu. Impreza odbędzie się w dniach 3-5 lipca we Włoszech, więc przed załogami FIA ERC ponad miesiąc przerwy i treningów przed asfaltową częścią sezonu.
źródło: inf. pras. Miko Marczyka
Zapraszamy do polubienia fanpage MotoReporter na Facebooku oraz do śledzenia naszego Instagrama, aby być na bieżąco.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz